piątek, 27 stycznia 2017

Coś więcej niż muzyka

Pamiętam jakby to było wczoraj, choć działo się to może z osiem lat temu. Za jakieś bardziej lub mniej uzbierane kieszonkowe kupiłem pierwszą własną, oryginalną płytę CD z muzyką. Podejrzewam, że był to niezwykle trudny dylemat - wybór pomiędzy krążkiem z muzyką, a kilkoma piwkami. Miałem wtedy naście lat, więc złoty trunek w krzakach ze znajomymi znajdował się na czele listy priorytetów życiowych. Kupiłem wówczas "Kinematografię" Paktofoniki, ponieważ w takiej rzeczywistości się obracałem. Poza tym od zawsze miałem sentyment do tego zespołu i tej płyty, z racji tego, że znalazłem kiedyś jej piracką wersję w biurku starszego brata. Wszystko, co się w nim znajdowało, było dla mnie jak biały kruk. Jako upierdliwy młodszy braciszek zwinąłem tę płytę, a ona umilała mi czas, gdy chodziłem po torach i hałdach z pierwszym papierosem i wielkimi słuchawkami na uszach. Tamte dni nie zapowiadały nic szczególnego w moim wieku. Z biegiem czasu śmiem twierdzić, że był to typowy okres buntu, ale to nie jest istotne w tej chwili. Ważnym jest fakt, że wtedy nieświadomie narodziła się pasja, która towarzyszy mi do dnia dzisiejszego i pewnie będzie trwać długo, długo...

Człowiek bez pasji jest troszeczkę jak żołnierz bez karabinu, parafrazując wszędobylską opinię, że to uczeń bez jedynki jest jak ów wojskowy. No, bo jeśli nie ma się pasji, to co do cholery robi się ze swoim wolnym czasem albo wolnym pieniądzem? Podejrzewam, że wiele osób nawet nie wie, że jakieś pasje w sobie ma. Warto je odkrywać, bo to daje niesamowitego kopa.

W moim życiu odkryłem ich co najmniej kilka. Od zawsze interesowałem się na przykład sportem, wobec czego regularnie gram w piłkę - realnie, wirtualnie, jak tylko się da. Oglądam też piłkę w telewizji, śledzę losy drużyn i poszczególnych piłkarzy w internecie. Czytam biografie zawodników, trenerów i tak dalej. Drugą i jednocześnie najważniejszą dla mnie pasją jest muzyka. Muzyka jako pasja może być rozumiana różnie. Jedni lubią koncerty i jeżdżą po całym świecie na festiwale. Inni grają na wszelakich instrumentach, tworzą muzykę, kształcą się w tym kierunku. Ja kupuję płyty CD. Brzmi to bardzo banalnie, ale pasja jest.

Jak już wspomniałem na wstępie, zbieranie płyt rozpocząłem jakoś przed maturą. Na dzień dzisiejszy mam takich płyt niespełna 200. Co daje mi takie hobby, prócz wydawania mnóstwa pieniędzy i materialnego zaspokojenia? Nauczyło mnie to słuchania wszystkiego, każdego rodzaju muzyki. W swojej kolekcji mam rock, jazz, blues, rap, folk, muzykę filmową, elektroniczną oraz popularną. Na ich słuchanie poświęcam sporo czasu, na kupowanie jeszcze więcej pieniędzy. Natomiast nigdy nie żałuję wydanych złotówek. Wręcz przeciwnie, wciąż chcę więcej. Traktuję to czasem jako uzależnienie. Każdą płytę kocham tak samo mocno.

Chciałbym mieć kiedyś w domu pokaźną kolekcję płyt, która robi wrażenie. Chciałbym sięgać po różne tytuły i wracać myślami do chwil i miejsc, które kojarzą mi się z danym krążkiem. Marzę o tym, by móc odtwarzać dźwięki na sprzęcie dobrej jakości; by w mieszkaniu rozbrzmiewała wciąż muzyka; by kojarzyło się z muzyczną podróżą. Chcę mieć muzykę na każdy dzień, na każdy nastrój, na każdą chwilę. Chcę wiele usłyszeć, wiele poznać. Muzyka jest dla mnie podróżą, teledyskiem w którym samemu gram.

Piszę o tym ponieważ chcę raz na jakiś czas pochwalić się tutaj zakupionymi płytami. Opowiedzieć nie tyle historię ich powstania czy rozwodzić się nad ich warstwą liryczną czy melodyjną, ale chciałbym mówić o tym jaką mają dla mnie wartość, z czym mi się kojarzą, co widzę gdy ich słucham z zamkniętymi oczami.

Wiele z zakupionych przeze mnie płyt ma dla mnie wartość sentymentalną. Niosą dla mnie wspomnienia o ludziach, miejscach, podróżach, pocałunkach i kłótniach. Chciałbym, żeby muzyka przemawiała przeze mnie, chciałbym przemawiać przez muzykę. Mam nadzieję, że powiedzie się ta misja.

Na dziś taka oto piosenka: Milky Chance - Flashed junk mind

Do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz