poniedziałek, 12 grudnia 2016

Raz pod wozem, raz pod wozem


Poniedziałek. Książkowy, podręcznikowy jego przykład. Najwłaściwszy z właściwych. Encyklopedialny - jeśli tylko jest takie słowo. Spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej po totalnie słabej grze, po meczu bez walki. Chociaż nie, bo walka była. Nieudolna. Taka frustrująca, bez efektów, podcinająca skrzydła, nużąca. Złość kipiąca, bez skrupułów. Jak kot męczący się nad biedną małą myszą, jak jastrząb nad gołębiem, jak setki lub tysiące innych porównań. Tak dzisiaj mija dzień.

Szary, deszczowy, bez historii. Poranek zaspany, w pośpiechu przeminął. Poprawki na kolanie, nauka na drugim z dwóch, które posiadam. Na drodze pośpiech, wyprzedzanie, światła, szlaban, parking. Na wydział biegiem, by zdążyć nakarmić sumienie wczorajszym brakiem czasu. Ściągawka. Liczenie na cud z naiwnością kilkuletniego chłopca, oczywiście na próżno. Inny zestaw pytań. Dziękuję dobranoc.

W drukarni ścisk, prask, mlask. Plik zły, wydruk zły, format zły. Wszystko jak ten poniedziałek, wszystko w ton tej samej melodii. Od szóstej godziny na wykresie wciąż notuję spadek. Skrzydła podcięte wielokrotnie, odcięte, opadły całkowicie. Chęci brak, siły nie te. Tęsknota za kołdrą.

Zajęcia nie tak jak sobie wyobrażałem, nuda i znużenie. Pomimo czarnej chmury w głowie i szarej za oknami, czuję wyższość nad referującymi. Słabo to wygląda. Czy to wyższość czy kolejny obraz wewnętrznej frustracji? Znak zapytania zbędny. Na twarzach innych brak zrozumienia, wręcz widzę niechęć podczas dyskusji ze mną. Dziś jestem odpychający. Nie jestem zły na nich, mam pretensje tylko do siebie i to odpycha. Kilka dni temu przyciągałem uśmiechem podczas jedenastej godziny pracy - tak mówiła. Słabo.

Muzyka nie pasuje, pogoda nie pasuje, na ćwiczenia brak motywacji, samochód nie jedzie jak powinien. Plany popsute, dzień źle zaczęty źle się zakończy. Frustracji ciąg dalszy w mieszkaniu, w cieple. Za szybą już ciemno, a w domu gra cieni. Obiadu nie znajdę, wypiję więc kawę. Czytać się nie chce, uczyć się nie chce, oglądać się nie chce, ni grać, ni spać. Smutny ten człowiek, bezradny w swej naturze. A za wszystkim stoi karma, przynajmniej tak się wydaje. I gdy wczoraj było dobrze, najlepiej, z uśmiechem to kosztem odłożenia obowiązków na boczny tor. Dziś co wczoraj zabrane, los oddał z podwójną mocą. Poniedziałku - jakiś Ty prawdziwy.

W całym tym mentalnym rozgardiaszu i poszukiwaniu chwilowego szczęścia znalazłem znów to miejsce. Miesiąc ponad, półtorej już od ostatniej wizyty. To nic, funkcja psychologiczna znów spełniona. Świeca, minimalizm, muzyka... Cisza.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz