środa, 12 października 2016

Tchórz

Sporo się dzieje ostatnio w moim małym świecie i trudno jest się zorganizować ze wszystkim. Nie tyle chodzi o brak czasu, ile o zwyczajny brak sił. Powinienem czym prędzej sobie wszystko poukładać i spróbować przyzwyczaić się do takiego naładowanego trybu. Dlatego też dzisiaj trochę krócej, trochę może na alibi, ale na pewno nie bez celu, ładu i składu. 

Często, szczególnie w przeszłości, uważałem się za tchórza. Wtedy te słowo nieco inaczej brzmiało i do innych spraw się odnosiło. Tchórzem było się, gdy zabrakło odwagi podczas skakania przez płot czy włażenia na drzewo. Tchórzyło się, gdy nie godziło się na bijatykę po lekcjach za starym budynkiem podstawowej szkoły. To normalne, a z biegiem czasu takie zachowania nabierały nawet nowego znaczenia. To, co wtedy było tchórzliwe, z czasem okazało się pokorne, dojrzałe. 

Później zupełnie inne sprawy określano mianem tchórzostwa, bo jak inaczej to nazwać, gdy najzwyczajniej "spękałeś" i nie pocałowałeś Jej jako pierwszy? I tak od wiosny do wiosny, raz po raz człowiek w ciągu sekundy podejmował decyzje, dla niego asekuracyjne, dla innych zaś były po prostu oznaką strachu i potocznego "braku jaj"

Strasznie denerwowało mnie moje podejście i zachowanie w niektórych sytuacjach. Nie lubiłem podejmować ryzyka, chociaż miałem potencjał do robienia miliarda rzeczy dobrze, jeśli nie bardzo dobrze, a może nawet najlepiej (?). Wolałem zawsze zostawać szarą myszą, nie brałem odpowiedzialności za sprawy ważne, kierowała mną duża nieśmiałość. I nagle w pewnym momencie życia postanowiłem to zmienić. Nie kojarzę dokładnie przy jakiej okazji nastąpiła taka zmiana, całkiem możliwe że w przypadku pewnych spraw sercowych z przeszłości, nie ważne.

Ważny jest fakt, że postanowiłem poprawę. Postanowiłem odgryzać się za przeszłość. Nie rewanżować się, rzecz jasna, za ucieczki przed typkami z gimnazjum czy coś takiego. Odgryzać się, czyli brać życie garściami, a nie patrzeć jak różne szanse przeciekają mi pomiędzy zmęczonymi palcami. Dzięki setkom już odważnych decyzji, poznałem masę ludzi, kilkoro nawet o fantastycznych osobowościach. Doznałem kilku miłostek, kilku rozczarowań, dziesiątek zauroczeń. Nauczyłem się pięknych rzeczy, jednych przydatnych bardziej, innych mniej. Odbyłem ekstra podróże, zarówno dalekie jak i bliskie. Przeżyłem sporo imprez. I to wszystko tylko dlatego, że postanowiłem mówić tak.

Nie chcę, by ten tekst brzmiał jak z coachingowego pierdolenia. Stronię od tego na wszystkie sposoby. Zachęcam jednak do mówienia tak. Nie zawsze, ale często. Zachęcam do ryzykowania, do łatwego i konkretnego podejmowania decyzji po to, by umilić sobie czas. Dlaczego nie wyskoczyć o pierwszej w nocy do najciemniejszej dzielnicy miasta, by poszwędać się pomiędzy urokliwymi kamienicami? Dlaczego nie pojechać gdzieś, pomimo dezaprobaty bliskich? Nie lubimy, gdy ktoś odmawia, gdy ktoś wykazuje niechęć lub co gorsza obojętność.

Stawiam dzisiaj wszystko na jedną kartę. Mierzę wysoko, mierzę się z losem i tym, co mi wrzuca pod nogi. Ryzykuję, stawiam na swoim. Często mówię tak i dzięki temu korzystam z życia. Polecam taki tok rozumowania. Łatwiej i raźniej jest, gdy powiesz "zróbmy to" niż "nie chce mi się". Serio.

Jak jest teraz? Z szarej myszki stałem się kolorowym kwiatem. Może ubranym w większości na czarno, ale jednak kolorowym marzycielem. Z tchórza stałem się lwem. Nie mów nie, nie tchórz.

Na koniec piosenka, oczywiście.
Dziś coś innego niż zwykle, ale z fajnym pozytywnym przekazem. Do dzieła, do następnego!

+ zdjęcie: cestovani.idnes.cz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz