czwartek, 29 września 2016

Ydmykhet

Wielu z odwiedzających mnie gości zastanawiać się będzie skąd taka, a nie inna nazwa bloga. Czy kryje się za nią coś ciekawego lub chociaż śmiesznego, czy po prostu jest to bełkot? Powoli, dojdziemy do tego.

Od zawsze fascynowały mnie zdjęcia przedstawiające krajobrazy i widoczki pochodzące z północy. Dzikie, surowe, chłodne miejscówki, które nie zostały jeszcze nadszarpnięte przez czynniki antropologiczne, czyli ludzkie rączki. Do tego stopnia jestem w nich zakochany, że na siedem krajów, które chciałbym kiedyś odwiedzić, pierwsze pięć miejsc zajmują państwa znajdujące się ponad Polską na mapie świata. I choć jeszcze nie miałem okazji (*pieniędzy), by w tamtą stronę podróżować, to jestem pewien, że kiedyś złożę wizytę w Szkocji, Islandii lub Norwegii. 

I właśnie na Norwegii chciałbym w tym momencie na sekundę się zatrzymać. Słowo ydmykhet pochodzi z języka tego kraju właśnie i oznacza pokorę

Krótka dygresja. W czasach liceum moi znajomi zaczęli się na potęgę tatuować. Dziarali sobie wszystko i wszędzie. Nie komentowałem tego szczególnie, choć swoje zdanie na ten temat miałem. Po pierwsze wtedy myślałem, że "w życiu nie zrobię sobie tatuażu!". Po drugie ich pomysły na upiększanie ciała moim zdaniem były błahe, głupie i dziecinne. Całe szczęście to było tylko moje zdanie, każdy w sumie robi to na co ma ochotę. Nie ingerowałem.

Z czasem powoli zacząłem się przekonywać do tatuowania, zacząłem postrzegać to nawet jako sztukę, a teraz choć jeszcze tatuażu nie mam to jestem niesamowicie bliski, by umówić się na wizytę i swoje ciało udekorować. Pamiętam jednak początek drogi do akceptacji, gdy na pytanie o tatuaże w jakiejś tam rozmowie odpowiedziałem: "Jeśli tatuaż to tylko pokora". I wtedy usłyszałem pytanie, które kilka zdań wcześniej wpadło do Twojej głowy - dlaczego pokora?

Dlatego, że jest to najważniejsza grupa cech jaką cenię i jakiej szukam u człowieka. Celowo napisałem grupa cech, a nie pojedyncza cecha. Uważam, że gdy człowiek ma w sobie pokorę to ma wszystko. 

Sprawdziłem na szybko w sjp, co tam piszą o tej cnocie i przeczytałem, że pokora to "świadomość własnej niedoskonałości" i/lub "uniżona postawa wobec kogoś". Zgadzam się z tym w stu procentach, jednak poniżej chciałbym nieco rozbudować to pojęcie. 

Jak ja to rozumiem? Bycie pokornym to bycie lojalnym i oddanym dla swoich przyjaciół. Bycie pokornym to odwaga, choćby w tym, by potrafić przyznać się do błędu. Bycie pokornym to bycie skromnym. Pokora to też inteligencja, twarde stąpanie po gruncie, umiejętność racjonalnego podchodzenia do spraw, bez faworyzowania. Pokora to w takim razie zdrowy rozsądek. Pokora to dawanie serducha i służenie w momencie, gdy czujemy, że sytuacja tego wymaga. Posłuszeństwo, przywiązanie, zaufanie?

Wszystkie wyżej wymienione cechy budują dla mnie jedną wspólną - pokorę. Staram się postępować tak, by móc się z nią identyfikować. Szukam jej w ludziach, którymi się otaczam. Chciałbym, żeby świat utożsamiał się z nią. I żeby każdy krok człowieka był z nią w zgodzie. Masz ją u siebie?

Zapomniałbym! Tradycji musi stać się za dość, więc muzyka do dzisiejszego wpisu brzmi tak:

źródło: na-pulpit.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz